środa, 26 grudnia 2012

suplementy diety przeciwko nerwicy natręctw?

Przeglądałam właśnie książkę "Change your brain to change your body" (autor nazywa się Amen) i znalazłam rozdział o suplementach diety, różnych aminokwasach i innych substancjach, które mogą być pomocne w zmaganiach z zaburzeniami mózgu. Jeśli chodzi o moje zaburzenia, czyli nerwicę natręctw (autor używa określenia zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, pomocne mają być takie substancje:

- aminokwas 5-HTP (5-hydroksytryptofan), który jest budulcem serotoniny
- glicyna
- dziurawiec

Ogólnie dobre na mózg są też preparaty z rybim olejem (Omega 3 - EPA i DHA), kwas GABA i l-teanina (występuje w zielonej herbacie).

Przeczytałam jednak, że łączenie np. tego 5-HTP z lekami przeciwdepresyjnymi nie jest wskazane. 

niedziela, 23 grudnia 2012

Upływ czasu

Czasami tuż przed zaśnięciem mam jakieś myśli, obrazy, które wydają mi się bardzo prawdziwe, które ukazują mi prawdziwe przyczyny czegoś, jak jakieś olśnienia. Ostatnio np. myślałam o tym, jak się czułam przez kilka miesięcy, zanim pojawiły się moje pierwsze natręctwa. 

Myślałam dużo o upływie czasu. Dotarło to do mnie jakoś tak nagle, kiedy miałam 16 lat i bezustannie myślałam o tym. Nie potrafiłam się cieszyć życiem, bo to co wydawało mi się piękne, było też jednocześnie bardzo smutne, bo takie ulotne. Koncerty, wspólne imprezy z przyjaciółmi, wydawały mi się przepiękne, ale jednocześnie przerażające. Szukałam intensywnie czegoś, co nie przemija, co będzie dla mnie jakimś takim fundamentem przez całe życie. Wtedy chyba nie przyszło mi do głowy nic oprócz miłości. Byłam pewna, że chce znaleźć mężczyznę, z którym spędzę całe życie. Natręctwa pojawiły się w momencie, kiedy spotkałam faceta, o którym pomyślałam: to idealny mężczyzna dla mnie. 

I właśnie kilka dni temu przyszło mi do głowy, że te natręctwa były dla mnie jedynym rozwiązaniem dla tej mojej rozpaczy wywołanej przemijaniem czasu. Że potrzebowałam koniecznie czegoś trwałego, a nie miałam akurat żadnego ważnego celu życiowego i mój mózg wymyślił sobie myśli natrętne. Może miały spełniać taką funkcję: w momentach, kiedy coś mogłoby być piękne, np. koncerty, spotkania, wycieczki, miałam coś, co obrzydzało mi te wydarzenia: myśli natrętne, które nosiłam później przez lata ze sobą, na wszystkie imprezy. Osoby, które cierpią na natręctwa, rozumieją na pewno, jak to jest. 

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Drobne postępy


Na początku muszę się pochwalić.
Myślę, że czynię postępy w walce z moimi natręctwami. Praktykuję na co dzień metodę behawioralną, tzn. konfrontuję się z sytuacjami, które wywołują u mnie lęk. W moim przypadku to lęk przed tym, że mogłam kogoś nieświadomie oszukać, tzn. dać komuś za mało pieniędzy albo wziąć od kogoś za dużo.  Nieprzyjemne są dla mnie wspólne wyjazdy ze znajomymi, czy chociażby wyjścia do miasta, gdzie trzeba się rozliczać, wspólnie zapłacić za jedzenie, później komuś oddawać itd.
Dzisiejsza sytuacja transakcyjna nie była dla mnie nieprzyjemnością. Zapłaciliśmy wspólnie za jedzenie, wyszłam ze spokojem z restauracji  i w drodze opowiadaliśmy sobie żarty. Teraz  się zastanawiam, czy zająć się tą sytuacją teraz czy spróbować odsunąć to na później. Wiem, że nic się nie stanie, jeśli pomyślisz o tym jutro.

Ale jednak podsumuję to teraz:

Zapłaciłam ze swoich 50 zł, dostałam 30 zł od kelnera z powrotem, to się zgadza. Bardziej skomplikowane jest zawsze to, co dotyczy wymiany pieniędzy między mną a znajomymi. Mój znajomy chciał mi dać 5 zł za to, co sam zamówił. Dał mi banknot 10 zł, ja dałam mu 5 zł i schowałam jego banknot do portfela. 

Teraz odświeżyłam to w myśli, ale nie czuję ulgi. Chętnie bym jeszcze raz o tym pomyślała, chociaż nie jest to przyjemne. Myślę sobie: pomyśl nawet teraz , że możliwe jest, iż popełniłaś błąd i spróbuj teraz żyć z tą myślą. Może nie dałaś mu 5 zł i w takim razie popełniłaś błąd. W tych zaburzeniach najgorsze jest to, że boję się popełnić błąd.

Ciekawe jest jeszcze jedno spostrzeżenie: zazwyczaj taka sytuacja płatnicza wywołuje u mnie nieprzyjemne uczucie. Dziś podeszłam do tego dość optymistycznie, pomyślałam: fajnie, że znowu pojawia się coś dla mnie "skomplikowanego", w ten sposób mogę się po raz kolejny skonfrontować z moim lękiem, a to sprawia, że jestem o jeden krok bliżej do mojego wyzdrowienia. 

piątek, 30 listopada 2012

Nadal w błędnym kręgu


Myśli natrętne nadal się zdarzają. Trzymają mnie w tym błędnym kręgu. Wywołuje je zawsze jakaś określona sytuacja, nie wiem czemu, ale od dobrych pięciu lat związane jest to zawsze z przekazywaniem pieniędzy. Wyobraźmy sobie prostą życiową sytuację – umawiam się z koleżanką do teatru, jestem na miejscu przed nią, więc kupuję bilety dla nas obu. Potem ona chce mi oddać pieniądze, daje mi banknot dwudziestozłotowy, ja jej oddaję dwa złote. W tym momencie w mojej głowie pojawia się jakiś impuls – potrzeba upewnienia się, że na pewno dobrze się rozliczyłyśmy, wytłumaczenia sobie, że nie oszukałam jej. Korzystając z wolnej chwili skupiam się, przerabiam w głowie całą tę „transakcję”. Z napięciem i w skupieniu formułuję myśl, że wszystko jest w porządku i próbuję przekazać tę myśl dalej, ale jakoś nie przechodzi, tak jakby w mózgu zrobił się zastój, tak jakby na synapsach zawiązał się supełek i uniemożliwiał dalsze przekazywanie informacji. Sprawa ma dla mnie w danym momencie tak priorytetowe znaczenie, że próbuję przekazać tę myśl jeszcze raz, i jeszcze raz…

Miałam ostatnio taki sen. Mam przejechać samochodem przez skrzyżowanie, ale światła bardzo szybko się zmieniają. Jadę już kawałek, zielone światło nagle zmienia się na czerwone, potem znowu zielone, więc jadę, po czym szybko włącza się czerwone,  więc gwałtownie zatrzymuję się, a z lewej strony już zaczynają jechać samochody. Najgorsze w tym śnie jest to, że nie jestem sama. Opiekuję się trzema małymi chłopcami, którzy biegną przed samochodem. Zanim więc ruszę na zielonym świetle, muszę poczekać, aż chłopcy zaczną biec, żeby przypadkiem ich nie przejechać. Gdy światło zmienia się na czerwone, boję się, czy nie wpadną pod samochód, który nadjeżdża z lewej strony. Wszystko to wymaga ogromnego refleksu i zręczności.

piątek, 9 listopada 2012

Artykuł o depresji


Czytam artykuł o depresji (Korzenie depresji, Psychologia dziś, nr 1/2012, autorzy: Paul W. Andrews i J. Anderson Thomson). Według autorów depresja być może nie jest zaburzeniem, a „formą adaptacji”, która przynosi nam oprócz cierpienia  wiele korzyści. „W depresji umysł staje się bardziej analityczny i skoncentrowany – a są to właściwości bardzo przydatne w rozwiązywaniu złożonych problemów, które prawdopodobnie przyczyniły się do zachorowania.”  Objaśniają to dalej na tej zasadzie: człowiek, który zmaga się z depresją, myśli w kółko o swoich problemach, analizuje je, rozbiera na mniejsze kawałki – nazywa się to ruminacjami. Taka analiza może być właśnie przydatna, a na dowód tego, że taki epizod depresyjny jest formą adaptacji organizmu, autorzy opisują działanie receptora 5HT1A. Receptor ten wiąże serotoninę, co powoduje depresję i jednocześnie „zaopatruje neurony w paliwo”, wzbudza je i przez to takie ruminacje mogą trwać nieprzerwanie.
Ja się z tym wszystkim nie mogę zgodzić, bo znam ruminacje z moich przygód z nerwicą natręctw i nie wydaje mi się, żeby było w nich cokolwiek produktywnego. Myślenie w kółko o tym, czy dałam komuś wystarczająco dużo pieniędzy albo czy zamknęłam drzwi, do niczego nie prowadzi. Chyba że ruminacje, których ja doświadczam są typowe tylko dla nerwicy natręctw. 


środa, 10 października 2012

Filmy o nerwicy natręctw

Czy to ktoś widział film Dirty Filthy Love? To podobno świetny film o nerwicy natręctw napisany przez człowieka cierpiącego właśnie na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Ja sama nie widziałam, ale z filmów o n. natręctw polecam  Lepiej być nie może i przede wszystkim Matchstick Men (polski tytuł Naciągacze) z Nicolasem Cage. Podobno Aviator też jest o tym, no i znany serial Detektyw Monk.

Czytam teraz książkę brytyjskiej autorki Joanne Limburg Moje życie w kręgu obsesji.

Jeśli znacie jeszcze jakieś filmy lub książki o nerwicy natręctw, piszcie!!

wtorek, 7 sierpnia 2012

Psychoanaliza

W tym miesiącu mija 12 lat, od kiedy po raz pierwszy pojawiły się NATRĘCTWA.
Od ok. 10 lat biorę leki - Fevarin, obecnie 150 mg dziennie. Psychoterapię zaczęłam stosunkowo późno - jakieś 7 lat temu - mój pierwszy psychiatra jakoś nie wpadł na to, że można mi pomóc inaczej niż tylko podając leki, a ja za mało wtedy wiedziałam. Przechodziłam różne rodzaje terapii: grupową (dla osób z nerwicami), behawioralno-poznawczą (była bardzo pomocna przy czynnościach natrętnych), różne terapie polegające na prowadzeniu rozmów z psychologami. Wyszły na jaw przeróżne zjawiska, schematy myślowe, które prawdopodobnie stały się przyczyną natręctw. Mimo całej tej wiedzy i pracy nad sobą, trudno mi było uporać się z myślami natrętnymi. Czasami miałam takie tego napady, z towarzyszącą depresją, że nie chciało mi się żyć.
Teraz rozpoczęłam psychoanalizę. Chcę spróbować czegoś innego, sięgnąć jeszcze głębiej. Na początku byłam nieco onieśmielona z powodu samej tej sytuacji: za każdym razem kładę się na kozetkę, a terapeuta siedzi za mną, za moją głową. Mam opowiadać, co mi przychodzi na myśl. To nie takie proste, ale jestem dobrej myśli. Natręctwa to najgorsza rzecz, jaka mi się przytrafiła w tym życiu i walka z nimi jest dla mnie priorytetem.

piątek, 27 lipca 2012

Podróżowanie z natręctwami


Mam za sobą kolejny wyjazd, spotkania z przyjaciółką, wspólne zwiedzanie, płacenie, brak obowiązków, nieuregulowany tryb życia. Wszystko co w moim przypadku przyczynia się do myśli natrętnych. Przypominam osobom, które nie czytały wcześniejszych wpisów, że myśli natrętne są u mnie wywoływane kontaktem z pieniędzmi. Przykładowo - ktoś za mnie zapłaci, później ja mu oddaję pieniądze, ale dręczę się, że nie oddałam mu tyle, ile powinnam. W trakcie wspólnych wyjazdów ze znajomymi takie sytuacje są nie do uniknięcia. Przez kilka dni mogę odkładać moją walkę z myślami na później, ale po powrocie zostaję sama z myślami i czuję, że powinnam zrobić „rachunek sumienia”, tzn. przeanalizować wszystkie wydatki i upewnić się, że nic nie jestem nikomu winna. Tym razem postanowiłam przesunąć moją „analizę” jeszcze o kilka dni. Pojawiło się coś w rodzaju depresji, wydawało mi się, że nic nie jest ważniejsze od upewnienia się, że nie mam żadnych długów, że wszystko zostało doskonale policzone. Uratował mnie powrót do pracy. To paradoks, ale w moim przypadku rutyna, praca zawodowa, obowiązki, kontakt z ludźmi i upewnianie się, że jestem dobra w mojej pracy, odsuwają natręctwa na dalszy plan. Teraz jest w miarę ok. 

wtorek, 20 marca 2012

Po urlopie


Wróciłam z kilkudniowego urlopu, jak zwykle z poczuciem ulgi, że już się skończył. Wiem, że jestem dziwna, ale wycieczki ze znajomymi nie są dla mnie upragnioną odskocznią od pracy, przeciwnie – strasznie mnie męczą. Kilka lat temu objawiało się to myślami natrętnymi, teraz myśli natrętne jakby troszkę się zmniejszyły, a pojawiło się poczucie zmęczenia drugą osobą, zmęczenia jak najbardziej fizycznego, mimo że śpię bardzo dobrze, do tego dochodzą jeszcze lekkie zaburzenia trawienne. Nie wiem już, czy to faktycznie chodzi o obecność drugiej osoby, czy o to, że jestem poza domem, w podróży, nieregularny tryb życia, nienajlepsze odżywianie. Oczywiście lepsze to niż myśli natrętne J
                                 
Towarzystwo dobrze znanych mi osób było dla mnie tak męczące, że w każdej wolnej chwili zamykałam oczy i pogrążałam się w nicnierobieniu. Letarg. Dawałam się jednak namówić na różne przyjemności i jeśli były faktycznie bardzo przyjemne, potrafiło mnie to ożywić. Teraz wróciłam do mojego pustego mieszkania, bez perspektyw na szczególnie ważne czy przyjemne wydarzenia, spotkania, a mimo to powrót do rutyny i uregulowanego trybu życia jest dla mnie milszy niż kolejny dzień spędzony z przyjaciółmi.

Przez cały mój pobyt tak jakby starałam się ograniczyć jakiekolwiek aktywności, bo wiele z nich związanych jest z „transakcjami”, które wolę ograniczać do minimum. Sytuacje związane z pieniędzmi, kiedy trzeba za coś wspólnie płacić albo komuś oddać jakieś pieniądze, wywołują u mnie myśli natrętne – potrzebę upewniania się, że na pewno dobrze odliczyłam pieniądze, że nikogo nie „oszukałam” nieświadomie. Nawet nie było ich tak dużo, bo przeważnie każdy płacił oddzielnie, ale mimo wszystko miałam taką potrzebę uporządkowania w głowie wszystkiego, co do tej pory robiłam z pieniędzmi. No i zrobiłam to właśnie przed chwilą. Przeanalizowałam wszystkie sytuacje, które związane były z płaceniem i upewniłam się, że nie było tego aż tak dużo i że wszystko jest w porządku. Fakt, że tym razem nie było to zbyt skomplikowane. 

środa, 14 marca 2012

Psychoanaliza

Jestem na etapie poszukiwania nowej terapii. Ostatnią przerwałam w styczniu, bo zrozumiałam, że mój terapeuta nie ma konkretnej strategii co do mnie, nie do końca mnie rozumie, a kiedy byłam w stanie dosyć depresyjnym, pocieszał mnie słowami typu: "Skoncentruj się na przyjemnościach, nie myśl o natręctwach". Wtedy właśnie stwierdziłam, że ten facet nie jest dla mnie odpowiedni na tym etapie moich zaburzeń, że wszystko, co miał mi do przekazania, już zrozumiałam, ale nadal tkwię w martwym punkcie. To była terapia behawioralna. Dosyć skuteczna, jeśli ktoś zmaga się z czynnościami natrętnymi, ale w przypadku moich myśli natrętnych i związanej z nimi depresji ten psycholog nie dawał już rady. Wybrałam się na konsultację do pewnej pani psychiatry, która zajmuje się psychoanalizą. Przez dwie godziny mnie wysłuchiwała i uznała, że właśnie psychoanaliza byłaby dla mnie najlepszą metodą, że trzeba jakby pokopać głębiej w moim dzieciństwie, a nie tylko zajmować się symptomami, przez które cierpię.Ta terapeutka nie robiła reklamy dla siebie, bo i tak nie mam miejsc, wydaje mi się, że dosyć obiektywnie wybrała metodę terapii.  Jeśli się zdecyduję na psychoanalizę, będzie to decyzja dosyć zobowiązująca, bo proponują mi 4 godziny w tygodniu, a cała terapia może potrwać nawet 3 lata.

Może być ciężko, ale chcę spróbować. Moje zaburzenia to najgorsza rzecz, jaka przydarzyło się w moim życiu i chcę wypróbować wszystkiego, żeby się tego pozbyć albo chociaż uzyskać nad tym jakąś kontrolę. Macie jakiekolwiek doświadczenia z psychoanalizą??

poniedziałek, 20 lutego 2012

Jak się zaczęło


Czytam książkę Fritza Riemanna o lęku. Pisze, że w naszej naturze leży tęsknota za trwałością, niezmiennością i dążenie do utrzymania tej stałości, czy lęk przed utratą osoby, którą kochamy i która nas kocha.

Przypominam sobie, jak się zaczęły moje zaburzenia. Czytałam książkę o historii filozofii, zaczęłam głębiej zastanawiać się nad istotą życia i przeraziło mnie to, że wszystko co piękne, przemija. Że jestem obecnie piękna i znajduję się w pięknym okresie mojego życia, ale wkrótce to minie, bezpowrotnie. Zaczął się jakiś stan przygnębienia, odczuwałam lęk, gdy myślałam o przemijaniu, szukałam w księgarni filozoficznych książek, które tłumaczyłyby, jak sobie z przemijaniem radzić. Po jakimś czasie to ucichło. Wkrótce poznałam chłopaka, o którym pomyślałam: to mężczyzna mojego życia, na którego czekałam. Rozpoczęły się lęki innego rodzaju. Codziennie bałam się, że on do mnie przyjdzie albo że spotkam go przypadkiem w mieście, że on chce ze mną być, a ja może nie jestem jeszcze gotowa, bo nie jestem idealna, a on przecież jest (tak mi się wtedy wydawało). Pojawiły się dziwne myśli natrętne. Wtedy nosiłam jeszcze aparat ortodontyczny, ale ponieważ wydawało mi się, że poznałam mężczyznę mojego życia, postanowiłam przestać nosić aparat. Zaczęły męczyć mnie myśli, że mam dziwnie krzywy zgryz i koniecznie muszę podejść do lustra, żeby się upewnić, że wszystko jest ok., że mam równy zgryz, że zęby nie są przesunięte w żadną stronę. Nawet już leżąc przed zaśnięciem w łóżku myśli natrętne zmuszały mnie do wstawania i upewniania się przed lustrem, że nic złego z moją twarzą się nie dzieje. W tym czasie czułam się bardzo odpowiedzialna za dom, bo rodzice wcześniej obarczali mnie tą odpowiedzialnością, mimo że mam starszego brata. Zaczęłam chorobliwie sprawdzać, czy wyłączyłam kuchenkę. Wychodziłam z domu i nadal odczuwałam niepokój i potrzebę sprawdzenia, czy kuchenka na pewno jest wyłączona. Poza tym zaczęły się lekkie nastroje depresyjne, wszystko wydawało mi się beznadziejne, a ja jakbym była z innego wymiaru i nie mogła brać udziału w normalnym życiu.

Czynności natrętne, od których wszystko się zaczęło, już mi nie dokuczają. Teraz moim problemem są jedynie myśli natrętne, upewnianie się, że dobrze policzyłam pieniądze, że nie jestem nikomu winna pieniędzy. Czasem jest to niezbyt uporczywe, trwa może pół minuty po odejściu od kasy w supermarkecie, natomiast jeśli sytuacja związana jest z bliższą mi osobą, dręczą mnie wyrzuty sumienia i ogarnia mnie czasem na kilka lub kilkanaście dni nastrój depresyjny. 

wtorek, 24 stycznia 2012

poniedziałek, 16 stycznia 2012

wyrywam się z błędnego kręgu nerwicy natręctw


Staram się, jak mogę, zająć sobie czas, znaleźć jakąś przeciwwagę do przygnębienia spowodowanego myślami natrętnymi. Prawie codziennie biegam po pół godziny, ćwiczę jogę, praktykuję trening autogenny, sprzątam, zdrowo się odżywiam (ryby, owoce, warzywa, figi, daktyle), spotykam się ze znajomymi, słucham dobrej muzyki. Nie wykonuję żadnych rytuałów liczenia pieniędzy, upewniania się, że na pewno nie popełniłam błędu, że…. Wręcz przeciwnie: mówię sobie: możliwe, że ktoś popełnił błąd, że wzięłaś od kogoś za dużo pieniędzy… Wiem, że w przeszłości to mi pomagało wyrwać się z tego błędnego kręgu: najpierw pojawiało się przerażenie, ale z czasem ono słabło i po kolejnej podobnej sytuacji natręctw nie było. Teraz mój kiepski nastrój trwa już ponad dwa tygodnie. Może też dlatego, że za wiele się ostatnio w moim życiu nie dzieje. 
Mimo wszystko jestem CIERPLIWA.