piątek, 30 listopada 2012

Nadal w błędnym kręgu


Myśli natrętne nadal się zdarzają. Trzymają mnie w tym błędnym kręgu. Wywołuje je zawsze jakaś określona sytuacja, nie wiem czemu, ale od dobrych pięciu lat związane jest to zawsze z przekazywaniem pieniędzy. Wyobraźmy sobie prostą życiową sytuację – umawiam się z koleżanką do teatru, jestem na miejscu przed nią, więc kupuję bilety dla nas obu. Potem ona chce mi oddać pieniądze, daje mi banknot dwudziestozłotowy, ja jej oddaję dwa złote. W tym momencie w mojej głowie pojawia się jakiś impuls – potrzeba upewnienia się, że na pewno dobrze się rozliczyłyśmy, wytłumaczenia sobie, że nie oszukałam jej. Korzystając z wolnej chwili skupiam się, przerabiam w głowie całą tę „transakcję”. Z napięciem i w skupieniu formułuję myśl, że wszystko jest w porządku i próbuję przekazać tę myśl dalej, ale jakoś nie przechodzi, tak jakby w mózgu zrobił się zastój, tak jakby na synapsach zawiązał się supełek i uniemożliwiał dalsze przekazywanie informacji. Sprawa ma dla mnie w danym momencie tak priorytetowe znaczenie, że próbuję przekazać tę myśl jeszcze raz, i jeszcze raz…

Miałam ostatnio taki sen. Mam przejechać samochodem przez skrzyżowanie, ale światła bardzo szybko się zmieniają. Jadę już kawałek, zielone światło nagle zmienia się na czerwone, potem znowu zielone, więc jadę, po czym szybko włącza się czerwone,  więc gwałtownie zatrzymuję się, a z lewej strony już zaczynają jechać samochody. Najgorsze w tym śnie jest to, że nie jestem sama. Opiekuję się trzema małymi chłopcami, którzy biegną przed samochodem. Zanim więc ruszę na zielonym świetle, muszę poczekać, aż chłopcy zaczną biec, żeby przypadkiem ich nie przejechać. Gdy światło zmienia się na czerwone, boję się, czy nie wpadną pod samochód, który nadjeżdża z lewej strony. Wszystko to wymaga ogromnego refleksu i zręczności.

piątek, 9 listopada 2012

Artykuł o depresji


Czytam artykuł o depresji (Korzenie depresji, Psychologia dziś, nr 1/2012, autorzy: Paul W. Andrews i J. Anderson Thomson). Według autorów depresja być może nie jest zaburzeniem, a „formą adaptacji”, która przynosi nam oprócz cierpienia  wiele korzyści. „W depresji umysł staje się bardziej analityczny i skoncentrowany – a są to właściwości bardzo przydatne w rozwiązywaniu złożonych problemów, które prawdopodobnie przyczyniły się do zachorowania.”  Objaśniają to dalej na tej zasadzie: człowiek, który zmaga się z depresją, myśli w kółko o swoich problemach, analizuje je, rozbiera na mniejsze kawałki – nazywa się to ruminacjami. Taka analiza może być właśnie przydatna, a na dowód tego, że taki epizod depresyjny jest formą adaptacji organizmu, autorzy opisują działanie receptora 5HT1A. Receptor ten wiąże serotoninę, co powoduje depresję i jednocześnie „zaopatruje neurony w paliwo”, wzbudza je i przez to takie ruminacje mogą trwać nieprzerwanie.
Ja się z tym wszystkim nie mogę zgodzić, bo znam ruminacje z moich przygód z nerwicą natręctw i nie wydaje mi się, żeby było w nich cokolwiek produktywnego. Myślenie w kółko o tym, czy dałam komuś wystarczająco dużo pieniędzy albo czy zamknęłam drzwi, do niczego nie prowadzi. Chyba że ruminacje, których ja doświadczam są typowe tylko dla nerwicy natręctw.