Mam za sobą kolejny wyjazd,
spotkania z przyjaciółką, wspólne zwiedzanie, płacenie, brak obowiązków,
nieuregulowany tryb życia. Wszystko co w moim przypadku przyczynia się do myśli
natrętnych. Przypominam osobom, które nie czytały wcześniejszych wpisów, że
myśli natrętne są u mnie wywoływane kontaktem z pieniędzmi. Przykładowo - ktoś
za mnie zapłaci, później ja mu oddaję pieniądze, ale dręczę się, że nie oddałam
mu tyle, ile powinnam. W trakcie wspólnych wyjazdów ze znajomymi takie sytuacje
są nie do uniknięcia. Przez kilka dni mogę odkładać moją walkę z myślami na
później, ale po powrocie zostaję sama z myślami i czuję, że powinnam zrobić „rachunek
sumienia”, tzn. przeanalizować wszystkie wydatki i upewnić się, że nic nie
jestem nikomu winna. Tym razem postanowiłam przesunąć moją „analizę” jeszcze o
kilka dni. Pojawiło się coś w rodzaju depresji, wydawało mi się, że nic nie
jest ważniejsze od upewnienia się, że nie mam żadnych długów, że wszystko
zostało doskonale policzone. Uratował mnie powrót do pracy. To paradoks, ale w
moim przypadku rutyna, praca zawodowa, obowiązki, kontakt z ludźmi i upewnianie
się, że jestem dobra w mojej pracy, odsuwają natręctwa na dalszy plan. Teraz jest w miarę ok.