W tym miesiącu mija 12 lat, od kiedy po raz pierwszy pojawiły się NATRĘCTWA.
Od ok. 10 lat biorę leki - Fevarin, obecnie 150 mg dziennie. Psychoterapię zaczęłam stosunkowo późno - jakieś 7 lat temu - mój pierwszy psychiatra jakoś nie wpadł na to, że można mi pomóc inaczej niż tylko podając leki, a ja za mało wtedy wiedziałam. Przechodziłam różne rodzaje terapii: grupową (dla osób z nerwicami), behawioralno-poznawczą (była bardzo pomocna przy czynnościach natrętnych), różne terapie polegające na prowadzeniu rozmów z psychologami. Wyszły na jaw przeróżne zjawiska, schematy myślowe, które prawdopodobnie stały się przyczyną natręctw. Mimo całej tej wiedzy i pracy nad sobą, trudno mi było uporać się z myślami natrętnymi. Czasami miałam takie tego napady, z towarzyszącą depresją, że nie chciało mi się żyć.
Teraz rozpoczęłam psychoanalizę. Chcę spróbować czegoś innego, sięgnąć jeszcze głębiej. Na początku byłam nieco onieśmielona z powodu samej tej sytuacji: za każdym razem kładę się na kozetkę, a terapeuta siedzi za mną, za moją głową. Mam opowiadać, co mi przychodzi na myśl. To nie takie proste, ale jestem dobrej myśli. Natręctwa to najgorsza rzecz, jaka mi się przytrafiła w tym życiu i walka z nimi jest dla mnie priorytetem.