Czytam artykuł o depresji (Korzenie depresji, Psychologia dziś, nr 1/2012, autorzy: Paul W. Andrews i J. Anderson Thomson). Według
autorów depresja być może nie jest
zaburzeniem, a „formą adaptacji”, która przynosi nam oprócz cierpienia wiele korzyści. „W depresji umysł staje się
bardziej analityczny i skoncentrowany – a są to właściwości bardzo przydatne w
rozwiązywaniu złożonych problemów, które prawdopodobnie przyczyniły się do
zachorowania.” Objaśniają to dalej na
tej zasadzie: człowiek, który zmaga się z depresją, myśli w kółko o swoich
problemach, analizuje je, rozbiera na mniejsze kawałki – nazywa się to
ruminacjami. Taka analiza może być właśnie przydatna, a na dowód tego, że taki
epizod depresyjny jest formą adaptacji organizmu, autorzy opisują działanie
receptora 5HT1A. Receptor ten wiąże serotoninę, co powoduje depresję i jednocześnie
„zaopatruje neurony w paliwo”,
wzbudza je i przez to takie ruminacje mogą trwać nieprzerwanie.
Ja się z tym wszystkim nie mogę
zgodzić, bo znam ruminacje z moich przygód z nerwicą natręctw i nie wydaje mi
się, żeby było w nich cokolwiek produktywnego. Myślenie w kółko o tym, czy
dałam komuś wystarczająco dużo pieniędzy albo czy zamknęłam drzwi, do niczego
nie prowadzi. Chyba że ruminacje, których ja doświadczam są typowe tylko dla
nerwicy natręctw.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz