Zastanawiam się, jak wielki jest wpływ leków na mój
mózg. Czuję się czasami lekko przymroczona, tak jakby mózg mi wolniej pracował
i nie wiem, czy to nie jest wpływ leku, który biorę od ponad 10 lat. Moje doświadczenie i lekarze mówią, że to na razie konieczne, dopóki jestem w trakcie terapii, ale
z drugiej strony boję się, że każdy dzień brania leku pogłębia ryzyko, że sobie
jakoś zaszkodzę.
Uspokoiłam się po przeczytaniu fragmentu książki
holenderskiego autora – Roberta Hartzemy. Zadziałała na mnie jakoś tak kojąco i poczułam, że nie jestem sama. Nie jest to książka skierowana do
osób cierpiących na nerwicę natręctw, a czułam jakby pisał o mnie. Pomyślałam
wtedy: może to, co przeżywam, nie jest aż tak dziwne i zdarza się wielu osobom?
Pisze o myślach, które się pojawiają, gdy chcemy się skupić np. na muzyce. Hartzema
proponuje odnaleźć pod przykrywką tych myśli niosące je emocje. Może to być
zazdrość, złość albo strach. Jeśli zaakceptujemy istnienie tych emocji,
możliwe, że ten potok myśli po prostu ucichnie. Czasami nie jest to takie
proste, myśli starają się jakby zakryć niosące je emocje. Dlaczego? Oto
przykład: po kłótni nie chcieliśmy dopuścić do siebie uczuć takich jak niepewność,
wina, złość albo frustracja. Po jakimś czasie wraca myśl o tej kłótni,
przypominają się te nieprzyjemne uczucia, ale nie jesteśmy w stanie stanąć z
nimi „twarzą w twarz”. Zamiast
skonfrontować się z tymi uczuciami, pojawiają się argumenty, które mają jakby
usprawiedliwić cię, a te argumenty ciągną za sobą kolejne myśli. Celem tych myśli jest utrzymanie określonego
wizerunku siebie, tzn. to, kim chciałabyś być, lub jakim chciałabyś siebie
widzieć. Hartzema twierdzi więc, że te myśli odnoszą się do konkretnego
wizerunku ciebie, z którym nie chcesz się rozstać.
A gdyby to przenieść na sytuację kogoś z nerwicą natręctw?
Mam powracające myśli, że jestem komuś winna pieniądze. Może trzeba
skonfrontować się z tym strachem? Strachem przed rozstaniem się z wizerunkiem
osoby sumiennej, która wszystko robi perfekcyjnie i nie pozwala sobie na błędy.
Czy będę w stanie skonfrontować się z tym uczuciem, czy powrócę do bezsensownego
upewniania się w kółko, że nie jestem nikomu winna pieniędzy?
Oprócz tego Hartzema pisze o bezproduktywności naszych myśli.
Często miesiącami próbujemy zajmować się intensywnie jakimiś myślami, wręcz walczymy
o jakieś rozwiązanie. Patrząc z perspektywy czasu, dostrzegamy, że rozwiązanie
przyszło jakby zupełnie z innej strony i na nic się zdały te długie walki.
Jeśli więc zbyt intensywnie przerabiamy jakieś myśli, jest to całkiem
bezproduktywne. Może jedyny pożytek płynie z tego, że myśli te niosą informacje
o emocjach?
Książka nazywa się w oryginale Tussen twee gedachten. Nie widzę, żeby była przetłumaczona na polski, ale jest na pewno w wersji niemieckiej i angielskiej. Póki istnieją mądre książki, nie tracę nadziei.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz