Czytam książkę Fritza Riemanna o lęku. Pisze, że w naszej naturze leży tęsknota za trwałością, niezmiennością i dążenie do utrzymania tej stałości, czy lęk przed utratą osoby, którą kochamy i która nas kocha.
Przypominam sobie, jak się zaczęły moje zaburzenia. Czytałam książkę o historii filozofii, zaczęłam głębiej zastanawiać się nad istotą życia i przeraziło mnie to, że wszystko co piękne, przemija. Że jestem obecnie piękna i znajduję się w pięknym okresie mojego życia, ale wkrótce to minie, bezpowrotnie. Zaczął się jakiś stan przygnębienia, odczuwałam lęk, gdy myślałam o przemijaniu, szukałam w księgarni filozoficznych książek, które tłumaczyłyby, jak sobie z przemijaniem radzić. Po jakimś czasie to ucichło. Wkrótce poznałam chłopaka, o którym pomyślałam: to mężczyzna mojego życia, na którego czekałam. Rozpoczęły się lęki innego rodzaju. Codziennie bałam się, że on do mnie przyjdzie albo że spotkam go przypadkiem w mieście, że on chce ze mną być, a ja może nie jestem jeszcze gotowa, bo nie jestem idealna, a on przecież jest (tak mi się wtedy wydawało). Pojawiły się dziwne myśli natrętne. Wtedy nosiłam jeszcze aparat ortodontyczny, ale ponieważ wydawało mi się, że poznałam mężczyznę mojego życia, postanowiłam przestać nosić aparat. Zaczęły męczyć mnie myśli, że mam dziwnie krzywy zgryz i koniecznie muszę podejść do lustra, żeby się upewnić, że wszystko jest ok., że mam równy zgryz, że zęby nie są przesunięte w żadną stronę. Nawet już leżąc przed zaśnięciem w łóżku myśli natrętne zmuszały mnie do wstawania i upewniania się przed lustrem, że nic złego z moją twarzą się nie dzieje. W tym czasie czułam się bardzo odpowiedzialna za dom, bo rodzice wcześniej obarczali mnie tą odpowiedzialnością, mimo że mam starszego brata. Zaczęłam chorobliwie sprawdzać, czy wyłączyłam kuchenkę. Wychodziłam z domu i nadal odczuwałam niepokój i potrzebę sprawdzenia, czy kuchenka na pewno jest wyłączona. Poza tym zaczęły się lekkie nastroje depresyjne, wszystko wydawało mi się beznadziejne, a ja jakbym była z innego wymiaru i nie mogła brać udziału w normalnym życiu.
Czynności natrętne, od których wszystko się zaczęło, już mi nie dokuczają. Teraz moim problemem są jedynie myśli natrętne, upewnianie się, że dobrze policzyłam pieniądze, że nie jestem nikomu winna pieniędzy. Czasem jest to niezbyt uporczywe, trwa może pół minuty po odejściu od kasy w supermarkecie, natomiast jeśli sytuacja związana jest z bliższą mi osobą, dręczą mnie wyrzuty sumienia i ogarnia mnie czasem na kilka lub kilkanaście dni nastrój depresyjny.
To dobrze, że jest ktoś kto pisze takiego bloga, bo dzięki temu inni z podobnym problemem mogą się poczuć w tym mniej samotni.
OdpowiedzUsuńdrHouse
Co tam u Ciebie Klaro?
OdpowiedzUsuńdrHouse